Siedzisz w samochodzie pod domem.
Silnik zgasł piętnaście minut temu, a Ty wciąż trzymasz ręce na kierownicy, gapiąc się w pustą przestrzeń przed maską.
Boisz się wejść do środka. Boisz się, że kiedy tylko przekroczysz próg, Twoja żona o coś zapyta, Twoje dziecko podbiegnie z krzykiem, a Ty wtedy pękniesz.
Nie dlatego, że ich nie kochasz.
Pękniesz, bo dźwięk ich radości boli Cię dzisiaj fizycznie, jakby ktoś wbijał Ci gwoździe w skronie.
Myślisz, że jesteś draniem. Myślisz, że dopadło Cię wypalenie zawodowe, kryzys wieku średniego albo depresja.
Biczujesz się za to, że świat wokół Ciebie stał się nagle agresorem.
Prawda jest jednak brutalna i znacznie prostsza: Twój układ nerwowy właśnie wystawił Ci rachunek za lata jazdy na zaciągniętym hamulcu. Twoja rama straciła geometrię, bo ignorowałeś każde zgrzytnięcie mechanizmu.
Moja lekcja na poligonie: Hałas, który nie gaśnie
Przez lata pracowałem w szkole. Jeśli szukasz miejsca, które jest sensorycznym odpowiednikiem pracy w hucie przy otwartym piecu, to właśnie szkoła. Ciągły, podwyższony poziom decybeli, setki bodźców na minutę i ta nieustanna presja: „panie Łukaszu, proszę to…”, „panie Łukaszu, trzeba tamto…”. Tysiące mikro-żądań, z których każde jedno jest jak uderzenie dłutem w fundament Twojej cierpliwości.
Wychodziłem z tego budynku kompletnie wypruty. Fizycznie pusty, psychicznie zdewastowany.
Nie potrafiłem zrobić nic, co by mnie realnie wyregulowało. Siedziałem w fotelu i patrzyłem w ścianę.
Myślałem – klasycznie, po męsku – że jeśli będę robił czegoś „więcej”, to w końcu mi przejdzie. Więcej pracy, więcej zaciskania zębów. Wpadłem w pułapkę mitu, że siła to ignorowanie ograniczeń własnej biologii. A biologia nie wybacza.
Ucieczka w martwe punkty
Gdy Twój system sensoryczny wyje z bólu, instynktownie szukasz jakiegokolwiek „wyłącznika”. Chcesz po prostu zamknąć to, z czym sobie nie radzisz. Moją ucieczką nie był alkohol, ale bezmyślne skrolowanie telefonu do drugiej w nocy. Karmiłem mózg niebieskim światłem, które dawało mi iluzję kontroli, a w rzeczywistości tylko pogłębiało chaos. Godzinami siedziałem w martwym punkcie, nie robiąc nic, czując, jak życie przecieka mi przez palce, bo nie miałem siły nawet na odpoczynek.
To nie jest „lenistwo”.
To desperacka, amatorska próba samoregulacji. Próbujesz załatać dziurę w oponie taśmą klejącą, bo nikt Ci nie powiedział, że problem leży w całej konstrukcji Twojego układu nerwowego.
Chcemy „zamknąć” demony wyczerpania, a tylko dokarmiaemy je śmieciami. Myślimy, że leżenie nas uratuje, a ono zamienia się w apatię, która więzi nas jeszcze mocniej.
Mit „kolorowych piłeczek” i twarda neurologia
Musisz to usłyszeć: Twoja psychika jest w porządku. To Twoja biologia kapituluje.
Integracja Sensoryczna (SI) to nie jest zabawa dla przedszkolaków. To twarda, surowa instrukcja obsługi ludzkiego mózgu. Twoje receptory nie przechodzą na emeryturę w wieku 18 lat.
Dr A. Jean Ayres mówiła o „korku ulicznym w mózgu”. Twoje zmysły przestały filtrować świat. Wszystko wlewa się do Twojej głowy naraz – światło, hałas, oczekiwania ludzi.
Dr Lucy Jane Miller dodaje: żyjesz w trybie „walcz lub uciekaj”, mimo że stoisz w kolejce po chleb. Twoje nadnercza pompują kortyzol, bo mózg interpretuje dźwięk miksera jako atak dzikiego zwierzęcia.
Dieta sensoryczna to nie eliminacja, to balans
Dopiero gdy zostałem terapeutą SI, zrozumiałem, że wpadłem w wir usuwania wszystkiego.
Chciałem wyciąć świat do zera, byle mieć spokój.
Ale to tak nie działa.
W SI tak jak w coachingu, czy pomocy osobom w kryzysie mamy obszary, którymi trzeba zarządzać inaczej, które trzeba wzmocnić lub wyciszyć.
Co usuwamy (Wyciszanie): Odcinamy „puste kalorie” sensoryczne. Bezsensowne ekrany, skrolowanie, które oszukuje mózg, apatię i „nicnierobienie”, które tylko zamulają system, nie dając mu regeneracji.
Co wzmacniamy (Fundament): Mózg w kryzysie potrzebuje twardych danych. Potrzebuje propriocepcji – czucia głębokiego. To jest moment, w którym świadomy ruch, opór materiału i docisk stają się Twoim lekarstwem. Twoje stawy i mięśnie muszą dostać sygnał o oporze, by mózg mógł „poczuć”, gdzie kończysz się Ty, a gdzie zaczyna chaos otoczenia.
Konkret, nie obietnica
Nie zapraszam Cię na rozmowy o Twoim dzieciństwie. Zapraszam Cię do rzetelnego serwisu Twojego układu nerwowego. Przeszedłem drogę od totalnego wyplucia po pracy w huku szkoły, przez paraliżujący bezruch przed ekranem, aż po zrozumienie mechaniki własnej biologii.
Zapraszam Cię do przestrzeni, gdzie Twoja nadwrażliwość przestaje być powodem do wstydu, a staje się parametrem technicznym do wyregulowania. Dobierzemy metody, które wyciszą to, co Cię spala, i wzmocnią to, co daje Ci oparcie. Nie po to, byś stał się „grzeczny”, ale po to, byś mógł znowu wejść na swój szlak z pewnością, że Twój sprzęt Cię nie zawiedzie na pierwszym lepszym podjeździe.
Jeśli masz dość bycia pasażerem we własnym roztrzaskanym ciele – czas na serwis.
Wiem, że ten tekst uderza głównie w męskie doświadczenie „zatarcia”. Ale sensoryczny świat kobiet jest równie skomplikowany, choć często znacznie lepiej zamaskowany pod pancerzem zaciśniętych zębów i społecznych oczekiwań. O tym, dlaczego „wrażliwość” u kobiet to często walka o biologiczne przetrwanie, opowiem w kolejnym wpisie…
Bibliografia dla tych, którzy potrzebują dowodów:
- Ayres A. J., Sensory Integration and the Child, 2005.
Tytuł polski: Dziecko a integracja sensoryczna - Miller L. J., Sensational Kids: Hope and Help for Children with SPD, 2014.
Tytuł polski: Dzieci radosne i te z problemami: Nadzieja i pomoc dla dzieci z zaburzeniami przetwarzania sensorycznego (SPD) - Dunn W., Living Sensationally: Understanding Your Senses, 2007.
Tytuł polski : Żyjąc sensorycznie: Zrozumieć swoje zmysły
