Mój Drogi, Moja Droga,
Piszę do Ciebie te słowa, bo wiem, że pod Twoim pancerzem – czy to pancerzem „silnego mężczyzny”, który musi dźwigać świat, czy „wrażliwej kobiety”, która od lat próbuje być wszystkim dla wszystkich – kryje się ogromne zmęczenie.
Wiem, że Twoja codzienność to często pole bitwy, gdzie każdy dźwięk, każdy dotyk i każde oczekiwanie innych czujesz jak uderzenie w otwartą ranę.
Proszę, żebyś na chwilę odłożył na bok cały ten ciężar bycia „sprawnym”.
Proszę, żebyś przestał siebie poprawiać, serwisować i naprawiać tak, jakbyś był maszyną, która ma po prostu bezbłędnie pracować.
Ty nie jesteś maszyną.
Jesteś istotą, która czuje za głęboko, bo życie doświadczyło Cię za mocno.
Twoja „niezaradność”, Twoje unikanie bliskości, to, że kiedy ktoś Cię dotyka, masz ochotę uciec – to nie jest Twój wybór.
To krzyk Twojego układu nerwowego, który latami uczył się, że świat jest niebezpiecznym miejscem.
Kiedy parzy Cię dotyk kogoś bliskiego, to nie jest brak miłości. To jest Twój system, który w panice próbuje Cię ochronić przed bólem, którego kiedyś nie byłeś w stanie znieść.
Proszę Cię, bądź dla siebie tak dobry, jak nigdy dotąd nie potrafiłeś.
Kiedy czujesz, że „system pada”, nie karć się.
Nie nazywaj siebie „słabym”.
Powiedz sobie: „Jestem tutaj. Widzę, że się boisz. Jestem bezpieczny, nawet gdy boli”.
Kiedy mocno przyciśniesz się do ściany, kiedy poczujesz ciężar podłogi pod swoimi stopami – to nie jest tylko ćwiczenie. To jest Twój sposób na powiedzenie własnemu ciału, że wreszcie ma opiekuna, który go nie opuści.
Zrozum jedną, najważniejszą rzecz: Twoje pęknięcia nie są dowodem na to, że jesteś zepsuty. Są miejscem, przez które wlewa się Twoja prawdziwa dusza.
To, że tak bardzo boisz się bliskości, świadczy tylko o tym, jak ogromną wagę przywiązujesz do bycia przy drugim człowieku. To dowód na to, że Twoje serce wciąż jest żywe, mimo wszystkich blizn.
Nie musisz jutro nikomu niczego udowadniać. Nie musisz być „ogarnięty”.
Masz pełne prawo do bycia w kawałkach, masz prawo do ciszy, masz prawo do bycia tak delikatnym, jak tego potrzebujesz.
Jesteś wart miłości nawet wtedy, gdy Twoja skóra pali od dotyku, nawet wtedy, gdy Twój system woła o ucieczkę.
Nadzieja nie polega na tym, że jutro przestaniesz czuć ból.
Nadzieja polega na tym, że jutro będziesz dla siebie nieco łagodniejszym towarzyszem.
Że gdy znów poczujesz, że hałas Cię rozrywa, zamiast siebie nienawidzić, przytulisz się do siebie tak mocno, jak tylko potrafisz.
Jesteś bezpieczny.
Jesteś ważny.
I jesteś wystarczający – ze wszystkimi swoimi pęknięciami, ze wszystkimi swoimi „nie radzę sobie”, ze wszystkimi swoimi łzami.
Odpocznij dzisiaj. Pozwól sobie na bycie w całości, bez żadnej pracy, bez żadnego wysiłku.
Po prostu bądź. I wiedz, że nie jesteś w tym wszystkim sam.
Z głęboką wiarą w Twoją wrażliwość,
Twój towarzysz.
