You are currently viewing Lekcja z „Księgowego”. Kiedy dorosły człowiek próbuje rozjechać walcem własny układ nerwowy.

Lekcja z „Księgowego”. Kiedy dorosły człowiek próbuje rozjechać walcem własny układ nerwowy.

Siedziałem tamtego wieczoru w fotelu, z kubkiem gorącej herbaty, nastawiony na zwykły, hollywoodzki seans.

Dobry film sensacyjny, Ben Affleck, wartka akcja – idealny sposób na przewietrzenie głowy po ciężkim tygodniu.

Ale zamiast czystej rozrywki, dostałem coś, co kompletnie mną tąpnęło i przestawiło mi zwrotnicę w głowie.

Mówię o filmie Księgowy. Jest tam taka jedna, niesamowicie surowa, wręcz brutalna scena. Główny bohater, Chris Wolff, zamyka się w ciemnym pokoju, włącza ryczący, agresywny metal, odpala oślepiający stroboskop i zaciśniętymi zębami, do krwi, masuje wałkiem własne kości piszczelowe. Katowanie samego siebie, żeby znieczulić się na przebodźcowanie świata.

Jako terapeuta od lat pracowałem z dzieciakami. Znałem na wylot tematykę Integracji Sensorycznej. Widziałem setki dzieci, które gryzły rękawy, rzucały się na podłogę, dociskały ciało do ścian albo zatykały uszy, bo otaczający świat fizycznie je bolał.

Pomagałem im układać ten sensoryczny chaos.

Ale tamtego wieczoru, patrząc na Afflecka, zrozumiałem coś uderzającego.

Od tamtego momentu zacząłem zupełnie inaczej patrzeć na dorosłych.

Dotarło do mnie, że dzieciaki z zaburzeniami SI przecież nie znikają. One po prostu dorastają. Stają się facetami w garniturach, matkami, pracownikami korporacji, ludźmi sukcesu. I w absolutnej samotności, za zamkniętymi drzwiami swoich sypialni albo w autach na parkingach, toczą dokładnie tę samą, morderczą wojnę z własnym układem nerwowym. Tylko że oni nie mogą rzucić się na podłogę w sklepie. Wypracowują więc własne, dorosłe, często ekstremalne mechanizmy obronne.

Kiedy zdejmiemy z tego filmu hollywoodzką maskę sensacji, zostaje czysta, surowa anatomia dorosłego człowieka, który nie radzi sobie z własnymi zmysłami.

Pomyśl o tym, co tak naprawdę działo się w tamtym ciemnym pokoju. To nie był masochizm. To było rozpaczliwe poszukiwanie silnych bodźców proprioceptywnych w odpowiedzi na skrajne przeciążenie. Chris przez cały dzień funkcjonował w stanie permanentnego napięcia. Jego mózg nie potrafił naturalnie przefiltrować chaosu. Ryczący metal i stroboskop miały stworzyć jeden, przewidywalny, totalny szum, który odetnie go od reszty świata. A potężny, bolesny nacisk wałka na mięśnie i stawy?

Docisk głęboki to najsilniejszy naturalny hamulec dla układu nerwowego. Dorosłemu z głębokimi zaburzeniami sensorycznymi zwykła kołdra obciążeniowa już nie wystarczy – potrzebuje bodźca na granicy bólu, żeby w ogóle „poczuć” swoje ciało i zmusić rozgrzany mózg do wyłączenia trybu walki.

W filmie widać to na każdym kroku w mniejszych, codziennych rytuałach. Zauważyłeś, jak Chris dmucha na palce i rytmicznie trze dłonie przed każdą trudną rozmową?

To autostymulacja, która działa jak kotwica, gdy grunt ucieka spod nóg. Albo ta nienaruszalna rutyna: trzy naleśniki ułożone co do milimetra, idealnie równe sztućce. Jeśli jego układ nerwowy nie musi tracić energii na procesowanie nowych zapachów czy smaków, ma więcej zasobów na przetrwanie dnia. Nawet jego sterylna przyczepa kempingowa ukryta w hangarze – puste ściany, absolutna cisza – to nic innego jak kapsuła niskobodźcowa. Miejsce, gdzie system wreszcie nie musi filtrować i może przejść w stan spoczynku.

Tragedia polega na tym, że dorośli rzadko robią to z miłości do siebie. U Chrisa to był efekt tresury przez ojca: „Świat cię nie oszczędzi, musisz być niezniszczalny”. Więc Chris nie stymulował się, żeby dać sobie ulgę, ale żeby utrzymać nieludzką sprawność. Żeby zgnieść słabość i znowu wejść w rolę robota.

Większość z nas robi dokładnie to samo, tylko bez stroboskopu. Katujemy się w ciszy własnych myśli. Narzucamy sobie nieludzkie standardy, ignorujemy zmęczenie, zaciskamy zęby i biegniemy dalej, wierząc, że każda chwila słabości to wada fabryczna.

Patrzymy na swoje pęknięcia jak na błędy, które trzeba rozjechać walcem.

A dorośli też potrzebują pomocy.

Też potrzebują kogoś, kto powie im, że mają prawo nie dawać rady z tym całym chaosem.

Prawdziwy powrót do siebie zaczyna się wtedy, kiedy przestajesz traktować swoje przeciążenie jako dowód swój błąd. Twoje ciało i Twoje zmysły nie kłamią – jeśli krzyczą, to znaczy, że system jest rozgrzany do czerwoności.

I nie potrzebujesz kolejnego dokręcenia śruby. Potrzebujesz zwolnić.

Jeśli czujesz, że świat wokół Ciebie stał się zbyt głośny, jasny i ciasny, a Ty od lat udajesz przed wszystkimi, że masz absolutną kontrolę – nie musisz być w tym sam.

Zostaw ten cholerny wałek, coś co nie pomaga.

Napisz do mnie.

Usiądziemy w tym moim bezpiecznym, cichym miejscu i pogadamy o tym, jak pomóc Twojemu układowi nerwowemu znowu normalnie oddychać.

Zacznijmy od pierwszego, spokojnego wdechu.

Łukasz

„NieRadzeSobie.com.pl to osobisty blog Łukasza o codziennych zmaganiach, refleksjach nad życiem i odnajdywaniu sensu w trudnych chwilach, który inspiruje do samoświadomości i pracy nad sobą. Znajdziesz tu głębokie, autentyczne wpisy o przebudzeniu, radzeniu sobie z wypaleniem oraz poszukiwaniu wewnętrznej równowagi w świecie pełnym oczekiwań.”

Dodaj komentarz