You are currently viewing Strategia czy strach? Logika jako maska paraliżu.

Strategia czy strach? Logika jako maska paraliżu.

Siedzisz w aucie pod firmą albo na parkingu przed domem i patrzysz w przednią szybę. Odpalasz silnik, gasisz, sprawdzasz coś w telefonie, żeby tylko nie wejść do środka. Albo odwrotnie – nie chcesz z tego środka wyjść.

I wtedy włącza się ten cholerny, wewnętrzny adwokat.

Znasz te głosy, one zawsze brzmią niezwykle rozsądnie. „To nie jest odpowiedni moment na rzucanie papierami, przecież teraz rynek pęka”. „Muszę to jeszcze raz, na spokojnie przemyśleć”. „Jeszcze jedna rozmowa, jeszcze jeden miesiąc, jeszcze nie jestem gotowy”.

Brzmi jak plan, prawda? Jak chłodna, życiowa strategia kogoś, kto panuje nad sytuacją.

Ale jeśli pogrzebiesz w tym głębiej, pod tą całą grubą warstwą logiki i racjonalnych argumentów, znajdziesz coś zupełnie innego.

Zwykły, lodowaty, zwierzęcy strach przed tym, co będzie dalej.

Przed ciemnością, która zaczyna się tuż za progiem tych znanych, choć już totalnie ciasnych dekoracji. Logika bywa najwygodniejszą maską dla braku ruchu.

Intelekt potrafi ubrać paraliż w piękne piórka. Oszukujesz sam siebie, że czekasz na właściwy układ gwiazd, na lepsze warunki, na mityczną „gotowość”.

A prawda jest taka, że po prostu boisz się skoczyć.

Wiem, jak to jest. Sam spędziłem 17 lat w bezpiecznych murach szkoły. Ciepła posada, zawsze pewna pensja na koncie, fajni ludzie wokół, super dzieciaki. Wszystko się zgadzało, klocki pasowały do siebie najlepiej na świecie. A jednak w środku stale czegoś brakowało, coś gniotło. Czułem, że jeśli tam zostanę, to urządzę się w klatce, z której już nigdy nie wyjdę. Strategia mówiła: „Zostań, masz spokój”. Strach szeptał: „Na zewnątrz zginiesz”.

W końcu odszedłem.

I natychmiast wpadłem w wir sytuacji, których kompletnie nie znałem. Rzeczywistość przestała być przewidywalna. Bywały miesiące tłuste, dobre, ale zaraz po nich przychodziły takie, w których nie było pieniędzy na podstawowe rzeczy.

Zaczęło się bezlitosne szukanie rozwiązań, drapanie pazurami o ścianę, łapanie każdej możliwej szansy.

I wtedy, w te najciemniejsze wieczory, przychodziło najgorsze: zwątpienie.

Myśl, która wierci dziurę w brzuchu:

„A może rzucić to wszystko i wrócić? Tam było tak bezpiecznie…”.

Gdy stoisz na stromym, kamienistym szlaku i brakuje Ci tchu, powrót na dół zawsze wydaje się najprostszą opcją. Ale jeśli się nie poddasz, jeśli przetrwasz ten morderczy moment zmęczenia materiału, mgła w końcu rzednie.

U mnie też w końcu zaczęły otwierać się drzwi, które wcześniej były zamknięte na głucho. Pojawiły się możliwości, o których na szkolnym korytarzu nawet bym nie pomyślał.

I wtedy usłyszałem od przyjaciela proste słowa, które wyprostowały mi kręgosłup:

„W końcu ciężka praca zaczęła się opłacać”.

Bo nie ma innej drogi. Nie ma możliwości dojścia do czegokolwiek wartościowego bez ciężkiej pracy, bez potu i bez zaryzykowania tego świętego, ciepłego spokoju.

Strategia różni się od strachu jednym, kluczowym elementem: ma datę ważności i prowadzi do działania.

Jeśli Twoje „przemyśliwanie tematu” trwa kolejny rok, a Ty budzisz się z tym samym zaciśniętym gardłem, to nie jest żadna strategia. To jest urządzanie się w niewoli.

I tu dochodzimy do najciemniejszego punktu tej drogi.

Kiedy strach przejmuje stery, robi z nami jedną, potworną rzecz – potężnie zawęża perspektywy. Przestajesz widzieć szczyt, przestajesz widzieć inne ścieżki. Widzisz tylko to potworne, zakleszczone „tu i teraz”.

Zaczynasz wierzyć, że Twoje pęknięcia są tak głębokie, że nikt ich nie zrozumie, a jedyne, co Ci zostało, to samotna obrona tej rozpadającej się klatki.

Ale samotność w strachu nie buduje. Ona cofa. Każdy dzień spędzony na udawaniu przed samym sobą, że „jakoś to będzie”, spycha Cię o metr w dół po zboczu. Samotne zaciskanie zębów to nie jest siła. To tylko powolne zużywanie resztek energii.

Nie musisz tego morderczego podjazdu robić sam. Zwłaszcza wtedy, gdy mgła jest tak gęsta, że nie widzisz własnych rąk na kierownicy.

Wypowiedzenie na głos, w tej całej potwornej niepewności, prostego:

„Nie radzę sobie, potrzebuję kogoś, kto pomoże mi utrzymać pion” – to nie jest słabość.

To jest ten pierwszy, najtrudniejszy moment, w którym strach zaczyna pękać, a perspektywy znowu się otwierają.

Można przeżyć całe życie na bezpiecznym, choć zardzewiałym parkingu, udając przed światem, że wszystko jest pod kontrolą.

Tylko że tam nie ma już życia. Jest tylko czekanie.

Jeśli czujesz, że stoisz w miejscu, które Cię pożera, a lęk odciął Ci drogę ucieczki – napisz. Usiądziemy i pogadamy o Twoich pęknięciach.

Bez oceniania i bez bicia braw.

Łukasz

„NieRadzeSobie.com.pl to osobisty blog Łukasza o codziennych zmaganiach, refleksjach nad życiem i odnajdywaniu sensu w trudnych chwilach, który inspiruje do samoświadomości i pracy nad sobą. Znajdziesz tu głębokie, autentyczne wpisy o przebudzeniu, radzeniu sobie z wypaleniem oraz poszukiwaniu wewnętrznej równowagi w świecie pełnym oczekiwań.”

Dodaj komentarz