You are currently viewing Po co pisać do ściany? Rok bez taryfy ulgowej.

Po co pisać do ściany? Rok bez taryfy ulgowej.

Ta strona miała być pancerzem. Azylem od cyfrowego ścieku, algorytmów i gonitwy za lajkami, które nie ważą nic. Chciałem po prostu pisać. Prawdziwie, bez filtra, bez marketingowej ściemy i bez podlizywania się tłumowi.

Rok temu zacząłem ten marsz pod górę (dla mnie z dysleksją to naprawdę ostra wspinaczka). Dziś staję na chwilę, żeby spojrzeć wstecz i zrobić twardy bilans.

To był rok skrajności.

Przejechałem Polskę, robiąc kilkadziesiąt szkoleń dla nauczycieli – dotykając tam, na żywym organizmie, realnych potrzeb sensorycznych i emocjonalnych.

Wchodziłem głęboko w integrację sensoryczną dorosłych, kończyłem kurs trenera, chłonąłem wiedzę w nowej szkole.

Rozpocząłem pracę w nowej szkole.

I przede wszystkim siadałem z ludźmi w kryzysie. Setki godzin rozmów: od tych tak ciężkich, że po powrocie do domu człowiek ma ochotę zapaść się pod ziemię, po te, które dawały potężny impuls, że to wszystko ma sens.

Kłamałbym jednak, mówiąc, że to była tylko droga usłana różami albo wyłącznie pasmo udręk.

Bywało różnie.

Były spektakularne sukcesy i momenty, kiedy czułem, że dotykam sufitu swoich możliwości.

Czas, kiedy stawy bolały od napięcia, w głowie wiało pustką, finanse trzeszczały w szwach, a w ciemnym pokoju odzywał się ten cichy, parszywy głos: „Po co ci to? Wróć na etat. Idź tam, gdzie jest ciepło, bezpiecznie i nie musisz walczyć o każdy oddech”.

Nie piszę tego, żeby się żalić. Dorosły, czterdziestoletni facet nie szuka taniego współczucia ani poklepywania po plecach. Biorę pełną odpowiedzialność za każdy mój wybór. Po prostu nie znoszę ściemy.

Tym bardziej, że nie idę w tym sam. Wsparcie mojej Żony i dzieci to fundament, bez którego dawno rozpadłby się ten cały system. To mój tlen, kiedy w pracy duszę się od nadmiaru cudzych dramatów.

Wiem też, że choć pod samymi tekstami na blogu często panuje głucha cisza, ten przekaz trafia tam, gdzie powinien.

Dzisiaj wiem, że nie muszę mieć poklasku od tłumu. Jeśli chociaż jeden człowiek, który dojechał do granicy swoich możliwości, przeczyta ten wpis i poczuje, że nie jest w tym wszystkim sam – to warto było płacić każdą cenę.

Mimo tej ciszy – nie żałuję ani jednego dnia.

Widzę to po wiadomościach, które dostaję prywatnie – poza algorytmem, poza publicznym widokiem.

Do Was, którzy piszecie po cichu i wiecie, o co tu chodzi, dzielicie się swoim życiem: dziękuję. Wy wiecie, że ta orka ma głęboki sens.

Ten rok mnie zorał, ale i zahartował do kości.

Odarł ze złudzeń, zostawiając samą esencję.

Nie zwalniam.

Podjazd jest stromy, ale najpiękniejsze widoki na szczycie robi się właśnie na tych odcinkach, na których inni dawno zsiadli z roweru.

Idę dalej. Piszę dalej. Słucham dalej.

Łukasz

„NieRadzeSobie.com.pl to osobisty blog Łukasza o codziennych zmaganiach, refleksjach nad życiem i odnajdywaniu sensu w trudnych chwilach, który inspiruje do samoświadomości i pracy nad sobą. Znajdziesz tu głębokie, autentyczne wpisy o przebudzeniu, radzeniu sobie z wypaleniem oraz poszukiwaniu wewnętrznej równowagi w świecie pełnym oczekiwań.”

Dodaj komentarz