You are currently viewing Ta pognieciona kartka w mojej kieszeni (czyli o tym, jak bałem się własnego głosu)

Ta pognieciona kartka w mojej kieszeni (czyli o tym, jak bałem się własnego głosu)

Chcę Ci o czymś opowiedzieć. O czymś, czego się wstydziłem przez lata.

Przez kilka miesięcy nosiłem w portfelu małą, pogniecioną kartkę z nabazgranym numerem. Wyciągałem ją wieczorami, kiedy dom już spał, a w mojej głowie zaczynał się ten przerażający koncert myśli, których nie dało się uciszyć. Patrzyłem na te cyfry i czułem, jak żołądek zaciska mi się w supeł.

Wiesz, co sobie wtedy mówiłem? „Jeszcze nie dzisiaj. Przecież nie jest aż tak źle. Jakoś to rozchodzę. Co ja mu powiem? Że dorosły facet nie ma siły wstać rano z łóżka? Przecież to brzmi śmiesznie”.

Chowałem kartkę z powrotem. Wstydziłem się jej bardziej niż czegokolwiek innego. Bo ta kartka była dowodem na to, że pękłem. Że mityczny „ja”, który zawsze dawał radę, po prostu przestał istnieć.

Strach przed usłyszeniem siebie

Dzisiaj, kiedy o tym myślę, widzę to wyraźnie: nie bałem się tej rozmowy. Bałem się, że jeśli wypowiem te słowa na głos, to one staną się prawdą. Że moje „nie radzę sobie” przestanie być tylko echem w mojej głowie, a stanie się rzeczywistością.

Bałem się, że głos mi zadrży. Że po drugiej stronie usłyszę politowanie albo – co gorsza – milczenie, które potwierdzi moją najgorszą obawę: że jestem beznadziejnym przypadkiem.

Ale ta cisza, w której tkwiłem, była gorsza. Ona mnie pożerała od środka. Była jak gęsta mgła, w której traciłem kontakt z samym sobą.

To nie jest „reklama”. To jest wyciągnięta ręka.

Piszę to, bo być może Ty też masz taką kartkę. Może to nie papier, ale otwarte okno w przeglądarce, którego nie masz siły zamknąć, ani odświeżyć. Może siedzisz teraz w tej samej ciszy, w której ja tkwiłem zbyt długo.

Chcę, żebyś wiedział jedną rzecz: Twoja bezradność nie jest błędem w systemie. Jest Twoim człowieczeństwem.

Kiedy w końcu odważyłem się przerwać to milczenie, nie stał się cud.

Niebo się nie otworzyło. Ale stało się coś ważniejszego – pierwszy raz od miesięcy wziąłem pełny, głęboki oddech.

Poczułem, że nie muszę już udawać kogoś, kim nie jestem. Że mogę być tym „pękniętym” gościem i to jest… w porządku.

Jeśli tu jesteś…

Jeśli czytasz te słowa i czujesz ten charakterystyczny ucisk w klatce piersiowej, to znaczy, że jesteśmy do siebie bardziej podobni, niż myślisz. Ta niepewność, którą czujesz przed kontaktem, to nie jest sygnał, żeby uciekać. To sygnał, że wciąż w Tobie tli się życie, które chce ratunku.

Nie musisz mieć planu.

Nie musisz mieć ładnych zdań.

Możesz przynieść swój chaos, swoje łzy albo swoje milczenie.

Ja to wszystko znam. Byłem po obu stronach tej słuchawki.

Ta pognieciona kartka w mojej kieszeni uratowała mi życie nie dlatego, że była magiczna.

Uratowała mnie, bo pozwoliła mi przestać być samemu ze swoim „nie radzę sobie”.

Zrób ten krok.

Nie dla mnie.

Dla tego człowieka w Tobie, który ma już dość udawania, że daje radę.

Łukasz

„NieRadzeSobie.com.pl to osobisty blog Łukasza o codziennych zmaganiach, refleksjach nad życiem i odnajdywaniu sensu w trudnych chwilach, który inspiruje do samoświadomości i pracy nad sobą. Znajdziesz tu głębokie, autentyczne wpisy o przebudzeniu, radzeniu sobie z wypaleniem oraz poszukiwaniu wewnętrznej równowagi w świecie pełnym oczekiwań.”

Dodaj komentarz